niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 28

Na początek krótka informacja
Postanowiłam zmienić perspektywę pisania - od tej chwili Hania jest wszechwiedząca :D Postaram się dokładnie wszystko opisywać, no i nie skupiać się wyłącznie na Leonettcie ;)
Kolejna informacja - rozdział chciałam dopracowywać wczoraj, ale na twitterze zobaczyłam, że Michael Clifford z zespołu 5 Seconds of Summer ma poparzenia 1. stopnia i dobiło mnie to. Jak na złość, w poprzednim rozdziale wybuchł pożar... Nie miałam już siły nic pisać. 
Na szczęście  już jest lepiej (i ze mną, i z Nim), więc - miłego czytania :)




Leon wpadł do budynku. Pierwsze co poczuł, to niesamowity żar. Niewiele myśląc popędził do damskiej łazienki. Zobaczył na podłodze Violę. Od razu wziął ją na ręce. Wtedy usłyszał trzask - sufit nad nim zaczął pękać i tynk osypywał się z każdej nowej bruzdy. Szybko zaczął kierować się do wyjścia. Był cały zakurzony i nogi się pod nim uginały. Nie miał nawet czasu sprawdzić czy Violetta oddycha. Kiedy w odległości 10 metrów ujrzał drzwi, postarał się iść szybciej. W tej samej chwili do budynku weszło dwóch strażaków. Jeden z nich wziął Violę, a drugi pomógł wyjść Leonowi. Ten widząc, że dziewczyna jest bezpieczna, zemdlał.

Dla Ludmiły te pięć minut ciągnęło się w nieskończoność. Fede cały czas trzymał ją w objęciach. Kiedy się odwróciła, zobaczyła ciała Violi i Leona leżące na noszach. Do oczu napłynęły jej świeże łzy. 
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Już cicho... - pocieszał ją Federico. 

- Panie doktorze, co  nimi? - zapytał zestresowany German.
- Chłopakowi nic nie jest - przytłoczyły go emocje i jest po prostu wyczerpany. Co do pańskiej córki, w jej organizmie znajduje się dużo czadu. Prawdopodobnie wdychała go od samego początku nie zdając sobie z tego sprawy.
- Przecież była w łazience, a pożar wybuchł w kuchni...
- Tak. Gaz dotarł ta za pomocą kanału wentylacyjnego. Podaliśmy jej już tlen. Niedługo powinna odzyskać przytomność, ale musimy zabrać ją do szpitala na dodatkowe badania. Nie wykluczone, że czad spowodował jakieś głębsze urazy. Mózg długo był niedotleniony. Może pan jechać z nami -dodał, a ojciec dziewczyny kiwnął głową.
- Jade - zwrócił się do narzeczonej - niech Ramllo zawiezie ciebie, Federico i Ludmiłę do domu. Ja jadę do szpitala.
- Może pojadę z tobą?
- Nie musisz. Jedź z dzieciakami.
- Dobrze - zgodziła się i cmoknęła go w policzek. Podeszła do pary i objęła oboje. Chwilę później siedzieli już w samochodzie.

W szpitalu Violetta od razu trafiła na badania. German siedział i coraz bardziej się niecierpliwił. Pół godziny później przyszedł Leon.
- Jak się czujesz, chłopcze?
- Dobrze. Co  Violą? - zapytał. W jego oczach widać było ból.
- Powinna się z tego wylizać... Taką mam nadzieję. Dziękuję ci - dodał po chwili. - Ale nawet to za mało.
- O czym pan mówi?
- Leonie, ryzykowałeś własne zdrowie i życie, żeby uratować moją córkę. Jestem ci niesamowicie wdzięczny. Możesz zawsze liczyć na moją pomoc - chłopak tylko kiwnął głową. Nie czuł się wcale jak bohater.
- Czy komuś jeszcze coś się stało.
- Na szczęście nie.
Po tych słowach żaden już się nie odezwał. Zatopili się we własnych myślach. Wrócili do rzeczywistości, kiedy z sali wyszedł lekarz. 
- Na szczęście dziewczyna nie ma poważnych obrażeń. Zaczęła już odzyskiwać świadomość. Przez kilka najbliższych dni może być trochę osowiała i senna. Mogą też pojawić się duszności, dlatego pielęgniarka już przygotowuje inhalator. Poza tym wszystko jest w porządku.
- Dziękuję doktorze. Kiedy będzie mogła wrócić do domu?
- Jeszcze dzisiaj. I jeśli mogę coś jeszcze zalecić, to wyjazd nad morze dobrze jej zrobi. Musi teraz wdychać jak najwięcej czystego, świeżego powietrza. 

Kobieta w fartuchu stojąca na stanowisku dla pielęgniarek słyszała każde słowo lekarza i przeklinała w duchu. Dlaczego ta dziewucha musi mieś tyle szczęścia? I dlaczego nie podłożyła ogni bliżej łazienki? Przecież było do przewidzenia, że Violetta nie wejdzie do kuchni. Musi znaleźć jakiś inny sposób, żeby się jej pozbyć. Musi się bardziej postarać. 
- Clariss, mogłabyś zejść do sali 142? Pacjent potrzebuje więcej morfiny.
- Tak, oczywiście - odpowiedziała słodko i wstała z miejsca. W drodze do windy obmyślała, w jaki sposób wykończyć dziewczynę.

- Leon, czuję się dobrzee-eee-e - powiedziała Viola ziewając potężnie.
- Chociaż spróbuj zasnąć. Lekarz mówił, że potrzebujesz dużo snu.
- Leon ma rację - przytaknęła Jade, która właśnie weszła z kubkiem herbaty. - A pakowaniem się nie przejmuj. Francesca i Ludmiła mają niedługo przyjść i to załatwić.
- Obchodzicie się ze mną, jak z jajkiem, a ja naprawdę dobrze się czuję - powiedziała dziewczyna i na dowód swoich słów wstała i zrobiła dwa piruety. Był to jednak błąd, bo od razu poczuła, jak jej żołądek się buntuje. Leon złapał ją i posadził na sofie. Przechylił jej głowę w dół. 
- Normalnie chodzące zdrowie - powiedział chłopak z ironią. Proszę cię, nie rób tak więcej - dodał poważnie. Violetta kiwnęła głową i przytuliła się do niego. W środku była wzruszona, jak bardzo wszyscy się nią opiekują i dbają o nią. Jednak nie chciała być ciągle w centrum uwagi. 
Niedługo później przyszły dziewczyny. A razem z nimi Diego. Chłopacy poszli do pokoju Fede. Oczywiście Leon najpierw upewnił się, że Violetta niczego nie potrzebuje.
- Daj spokój! - Fuknęła Fran - Przecież z nią jesteśmy - powiedziała i zamknęła drzwi. - Jaki on kochany...!!
- To dlaczego na niego nakrzyczałaś? - zaśmiała się Violetta.
- Niech sobie nie myśli, że my nie potrafimy się tobą zająć. A teraz koniec gadania - czas na pakowanie.
- Sprawdzałam pogodę - powiedziała od razu Ludmiła. - Cały czas ma świecić słońce, ale noce mogą być chłodne.
Po tej skróconej prognozie, dziewczyny zaczęły pakować wszystko jak szalone. Od razu  wrzuciły kilka piżam i bieliznę, żeby potem o tym nie zapomnieć. Na dnie jednej z walizek wylądowały wszystkie sandały, jakie znalazły. Do tego baleriny, trampki i na wszelki wypadek kalosze. Kiedy zaczęły pakować sukienki, do pokoju weszła Jade i dołączyła do Fran i Ludmi. W krótkim czasie try walizki były pełne.
- Słońce, trzeba ci będzie dokupić jeszcze kilka - zaśmiała się Jade. Ludmiła ruszyła do pokoju Federico. Zapukała i zapytała niewinnie;
- Heej... Nie masz może wolnej torby?
- Przecież Violetta ma aż trzy.
- Tak, ale musimy spakować jeszcze kilka swetrów, kosmetyki, książki i ręczniki, i...
- Okej, okej! - przerwał jej i podał dużą czarną walizkę na kółkach. - Trzymaj.
- Na pewno nie będzie ci potrzebna?
- Tak. Już się spakowałem - uśmiechnął się.
Ludmiła dumna wróciła do różowego pokoju.
- Mam!
Reszta popołudnia minęła im na plotkach i dopakowywaniu rzeczy, o których wcześniej zapomniały. O 19 dziewczyny rozeszły się, żeby Violetta mogła się wyspać. Ludmiła zajrzała jeszcze do Federico, żeby się pożegnać.
- Będę za tobą tęsknił - powiedział Fede nie odrywając ust od czubka jej głowy.
- Ja też. Obiecaj, że będziesz dzwonił codziennie i pilnuj Violi, żeby nic jej się nie stało, i smaruj się kremem z filtrem... i pamiętaj o kapeluszu, i pij dużo wody, i... - chłopak przerwał jej wywód pocałunkiem.
- Dobrze mamo - uśmiechnął się.
- Jeszcze nikt nigdy mnie tak przyjemnie nie uciszył - szepnęła Ludmiła i pocałowała go. Tym razem dłużej. - Dobranoc - powiedziała, bo jej tata właśnie podjechał pod dom.
- Dobranoc - odparł Fede i odprowadził ją do samochodu. Kiwną głową jej ojcu i pomachał. 
W domu Viola spała, a Leon i Geman wybierali film na wieczór, bo żadnemu nie chciało się jeszcze spać.
- Violetta nas zjedzie z samego rana - podsumował German i włączył film.

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 27

Z braku pomysłów przejrzałam wszystkie zdjęcia Tini, Jorge i innych, które mam zapisane na komputerze. Jedno z nich mnie rozśmieszyło i zainspirowało.  Na razie obędzie się bez wampirów ;)
Cały rozdział napisałam pod wpływem TEGO zdjęcia. Znajduje się ono w tym rozdziale :)
Miłego czytania <3
PS. Dziękuję za 4 głosy w ankiecie ;p




Violetta
W końcu nadszedł dzień przyjęcia Jade. Cieszyłam się, co w sumie mnie  zdziwiło. Nigdy bym nie pomyślała, że znajdzie się jakaś rzecz, która ucieszy zarówno mnie, jak i narzeczoną taty. Od samego rana obie chodzimy jak nakręcone i mam wrażenie, że podoba się to tacie. Mnie z kolei cieszy, że on jest szczęśliwy. Takie błędne koło. Po śniadaniu przyszła do mnie Ludmiła pomoc mi z makijażem i włosami. Zaczynała kręcić mi pierwsze pasmo, kiedy do pokoju wszedł Fede.
- Oj, przepraszam. Nie wiedziałem, że masz gościa.
- Fede, zostań - zawołałam zanim zamknął drzwi.
- A nie będę wam przeszkadzał?
- Jasne, że nie - zapewniła go Ludmi. - Chyba, że przeszkadza ci zapach lakieru do włosów, i do paznokci, i...
- I zaraz nam wszystkim będzie przeszkadzał zapach spalonych włosów - zauważył. Ludmiła w ostatniej chwili zabrała lokówkę. 
- To mnie nie zagaduj - fuknęła i zagroziła mu  grzebieniem, który trzymała w drugiej dłoni. 
Reszta moich włosów na szczęście nie ucierpiała, bo Federico wziął sobie do serca radę Ludmi. Potem przyszła kolej na paznokcie. Tego jednak nie wytrzymał. W tym samym momencie przyszedł Leon. Chciałam wstać i go uściskać, ale przyjaciółka pchnęła mnie delikatne na fotel.
- Nie ma mowy. Zobaczy cię dopiero jak będziesz cała gotowa i piękna.
- Viola cały czas jest piękna. 
- Awww!
- Żadne "aww"! Leon, Fede - wynocha stąd! Żebym nie musiała znów odpalać lokówki. - Ledwo skończyła zdanie, ich już nie było. Jednak jak tylko się odkręciła, pokazała cię twarz mojego chłopaka. W ostatniej chwili zrobiłam mu zdjęcie.
- LEON! - Wrzasnęła Lu i rzuciła poduszką. - Jak ty z nim wytrzymujesz?!
- Nie mam wyjścia - zaśmiałam się.
- Możesz poszukać sobie bardziej rozgarniętego chłopaka.
- Nigdy - uśmiechnęłam się.

Leon
- A mówiłem, że jest niebezpieczna! - zawołałem. - Lepiej zastanów się dwa razy, zanim ją gdzieś wyciągniesz.
- O co ci chodzi? - Fede chciał zabrzmieć jakby go nie obchodziło co mówię, ale mu nie wyszło. 
- Daj spokój! Ja też mam dziewczynę. Powinieneś zaprosić Ludmi na dzisiejsze przyjęcie. 
- Przed chwilą mówiłeś, żebym tego nie robił... - powiedział, ale wiedziałem, że już wie o co mi chodziło. Zarzuciłem mu ramię przez szyję.
- Założę się, że się zgodzi. I będziemy się świetnie bawić we czwórkę. 
Z pokoju wyjechał German. Znieśliśmy go z wózkiem na dół, po czym pchnąłem Federico z powrotem w stronę schodów. Poszedł tam jak na skazanie.
- Więcej entuzjazmu - zawołałem za nim, a on z udawaną radością, w podskokach wbiegł na schody. Oczywiście na przedostatnim się potknął.
- A jemu co? - zapytał German.
- Idzie zaprosić Ludmiłę na randkę.
- Mogłeś mówić wcześniej. Życzyłbym mu powodzenia - powiedział pół żartem, pół serio.

Federico
Zapukałem do drzwi i lekko je uchyliłem. Nie chciałem oberwać czymś twardszym niż poducha. 
- Kto? - zapytała Lu.
- Fede.
- Wejdź - powiedziała i wróciła zająć się drugim okiem Violi. 
- Wow. Fajnie wyglądasz.
- Poczekaj jak będę ubrana.
- Leonowi szczęka opadnie - dodała zadowolona z siebie Ludmiła. - Po co przyszedłeś? - zapytała podejrzliwie.
- Właściwie to przyszedłem do ciebie - super, teraz nie ma odwrotu.
- Tak? - zapytała szczerze zainteresowana.
- Bo ja chciałbym widzieć... To znaczy wiedzieć! Chciałbym wiedzieć czy ty nie chciałabyś iść ze mną na przyjęcie Jade ze mną - Idiota! Nawet zdania nie potrafię poprawnie powiedzieć!
- Z miłą chęcią - powiedziała, a jej policzki zrobiły się uroczo różowe. Ja z kolei zdałem sobie sprawę, że cały czas wstrzymywałem oddech.
- Super. To ja wam nie przeszkadzam. - na dół zszedłem cały w skowronkach. German i Leon pd razu wiedzieli dlaczego.

Ludmiła
- I co ja mam na siebie włożyć?
- Ludmi, nie panikuj. Lara już jedzie z jedną z twoich sukienek. Pomaluj swoje pazurki, a ja upnę ci jakoś włosy. I oddychaj głęboko.
Piętnaście minut później do pokoju wpadła Lara. 
- Jestem! Jestem! Wzięłam tę, która wydała i się odpowiednia. I chyba cię jeszcze w niej nie widzieli. 
- Kupiłam ją na naszych ostatnich zakupach i nie miałam okazji założyć - powiedziałam.
Kilkanaście minut później miałam na sobie wszystko to. I bardzo się sobie podobałam. Miałam nadzieję, że Fede pomyśli tak samo.
Lara pomogła jeszcze Violi założyć sukienkę i dodatki. Kiedy schodziłyśmy na dół, usłyszałyśmy chłopaków wciągających powietrze. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Leon od razu podszedł do Violi i przytulił ją. Fedrico podszedł do mnie nieśmiało.
- Ślicznie wyglądasz - szepnął mi do ucha i wysunął ramię. 
Ruszyliśmy po kolei do samochodów. Ramallo zawoził Jade i Germana. Nas wiózł Leon. 
- I tata tak po prostu dał ci swój samochód? - upewniłam się.
- Tak.
-  I nic ci nie powiedział? - Leon odpowiedział dopiero po chwili.
- Powiedział, że jeśli znajdzie chociaż jedną rysę, to nie pożyczy mi  go do moich pięćdziesiątych urodzin...
Po tych słowach wszyscy wybuchliśmy śmichem. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Wielu gości też już przybyło. W środku wszystko wyglądało niesamowicie. Jade się nieźle postarała. Wszyscy byli zachwyceni dekoracjami, a urna na datki była już w 1/4 wypełniona czekami. Viola i Leon poszli za kurtynę przygotować się do występu. Federico od razu poszedł w stronę przekąsek. Poszłam za nim. Na szwedzkim stole było pełno koreczków, krewetek, sałatek, ciasteczek i innych pyszności. Było też pięć waz z ponczem. Obok stał bar, w którym dorośli mogli poprosić o drinka. Nałożyłam sobie na talerzyk dwie krewetki i ciastko zbożowe. Fede sobie niczego nie żałował. Talerz miał wyładowany po brzegi i nie obchodziło go, że sos do krewetek miesza mu się z szarlotką. Westchnęłam i wytarłam mu kącik ust serwetką. Spojrzał na mnie speszony.
- Mógłbyś chociaż udawać, że nie jesteś tu dla jedzenia - zażartowałam. Po pięciu minutach jego talerz był pusty, a on wydawał się być najedzony. Podeszliśmy bliżej podestu, żeby lepiej widzieć Leonettę. 

Violetta
- Leon... Denerwuję się.
- Ale czym? Przecież już występowałaś przed ludźmi.
- No tak. Ale i tak się denerwuję. A jeśli się potknę. Tam są schodki, Leon!
- Violetto - powiedział i chwycił mnie delikatnie za ramiona - Nie potkniesz się. A nawet jeśli, to cię złapię, zanim coś sobie zrobisz. - Spojrzałam na niego sceptycznie. - Ufasz mi?
- Pewnie, że tak - westchnęłam w końcu. - Ok, zaczynajmy - dodałam z większym entuzjazmem.
Kiedy rozsunęła się kurtyna, mój stres wyparował. Byłam w swoim żywiole. No i miałam obok siebie najprzystojniejszego chłopaka na świecie. Zaczęliśmy śpiewać Podemos. Potem Voy por ti i na końcu Habla si puedes. Jeszcze nigdy nie dostałam takich ogromnych braw. W podskokach zeszłam ze sceny. Leon szedł za mną i szczerzył zęby w uśmiechu. Fede i Ludmi uściskali nas i pogratulowali. 
- Muszę iść do łazienki - powiedziałam po kilku minutach. Jeden z kelnerów pokazał mi drogę. W środku po załatwieniu potrzeby, postanowiłam jeszcze poprawić makijaż. Już zbliżałam kredkę do oczu, gdy zakręciło mi się w głowie. Odetchnęłam kilka razy głęboko i spróbowałam jeszcze raz. Znów to samo. Ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, upadłam...

Ludmiła
- Ciekawe co Viola robi tak długo w łazience?
- Pójdę sprawdzić - powiedziałam, ale nie przebyłam nawet połowy drogi, gdy na salę wpadł kucharz.
- Pożar! W kuchni wybuchł POŻAR!!!
Na sali zapanowała panika. Wszyscy zaczęli pchać się do wyjścia. Poczułam czyjąś rękę na przedramieniu, która ciągnęła mnie w stronę drzwi. Dwóch kelnerów chwyciło urnę, żeby czeki nie spłonęły. Kątem oka zauważyłam Leon pchającego wózek Germana i biegnącą obok spanikowaną Jade. Na zewnątrz wszyscy się rozglądali. W oddali słychać było syreny. Z okna kuchennego wydobywał się szary, a potem czarny dym. Obróciłam się i zobaczyłam Germana, Jade, Fede i Leona, ale gdzie...
- Violetta! - krzyknął przeraźliwie Leon i rzucił się z powrotem do budynku. Ludzie wołali go, próbowali go zatrzymać. Jednak biegł przed siebie i nie zwracał na nikogo uwagi. Wiedziałam, że będzie mi się to śniło w koszmarach. Poczułam obejmujące mnie ramiona. Zdałam sobie sprawę, że po twarzy płyną mi łzy i gdyby nie te ramiona, osunęłabym się na ziemię.
- Wszystko będzie dobrze - pocieszył mnie Federico. Wiedziałam, że on też chciałby w to wierzyć...

środa, 27 maja 2015

Ankieta

Z powodu ponownego braku pomysłów po lewej stronie umieszczam ankietę. Za tydzień zajrzę i zobaczę, co sądzicie.

Ale najpierw należą Wam się WIELKIE przeprosiny. Myślałam, że jakoś dalej pociągnę tę historię. Przeliczyłam się. Doszłam do wniosku, że od dłuższego czasu lubię filmy akcji, kryminały i ponownie mam fazę na wampiry, czarownice, itp. Co za tym idzie - moja własna opowieść mnie nudzi...
Jednak zależy mi na Waszej opinii, bo piszę głównie dla Was. Z drugiej strony, pisanie pomaga mi w pewien sposób wyrazić siebie i to co dzieje się w mojej głowie (a ostatnio dzieje się dużo, tylko nie pasuje do tej bajki).

Podsumowując: chcę, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni i spełnieni :) Także: GŁOSUJCIE!
I do zobaczenia za tydzień <3

~Hania-z-czarną-dziurą-w-głowie

środa, 13 maja 2015

Rozdział 26

Violetta
Następnego dnia rano ubrałam się w ubrania mamy Leona i zeszłam na śniadanie. Wszyscy już wstali. W ciszy zjedliśmy pyszne naleśniki. Po posiłku poszłam do pokoju po suknię. Pan Verdas zaproponował, ze odwiezie mnie do domu, ale chciałam się przejść i złapać świeżego powietrza. Leon postanowił mnie odprowadzić. Jest taki opiekuńczy...
- Leon... Zastanawiałam się nad tym, co powiedziałam ci wczoraj. Proszę, zapomnij o tym. Nie musisz nic robić, żeby odzyskać moje zaufanie, bo już je masz. Przy tobie czuję się bezpiecznie i wyjątkowo. Przepraszam za to wszystko co mówiłam. Kocham cię. - nic nie odpowiedział, tylko przytulił mnie mocno i pocałował w czoło.
Przez resztę drogi szliśmy trzymając się za ręce. Drzwi do domu otworzyła nam Olga.
- Cześć maluchy. Chodźcie szybko. Za piętnaście minut Ramallo przywiezie pana Germana. 
W salonie byli już Fede, Angie i Jade piłująca swoje paznokcie. Odniosłam wrażenie, że nie bardzo ją obeszło to, że tata miał wypadek. Kiedy otworzyły się drzwi, wszyscy krzyknęliśmy "NIESPODZIANKA!". Tata miał łzy w oczach. 
- Nie musieliście tego robić.
Chwilę później jedliśmy pyszne ciasto przygotowane przez Olgę.
- Jade, jak planowanie przyjęcia? - zapytał tata.
- Jak miło, że się interesujesz! Wszystko już jest załatwione. Zamówiłam też sukienki dla siebie i Violi. Są w twoim pokoju - zwróciła się do mnie.- Martwię się, że będzie więcej gości niż założyłam, ale jakoś sobie z tym poradzę. No i muzyka! Violu, czy mogłabyś zaśpiewać z Leonem? Chociaż jedną piosenkę??
Nie wiem, co jej się stało, ale była jakaś inna. Taka... milsza? Popatrzyłam na Leona i przytaknęliśmy głowami. Jej radość wydawała się być szczera. I dalej nawijała o kwiatach i wazonach. Razem z Leonem poszłam na górę zobaczyć, co takiego mi zamówiła. Kiedy weszłam, zobaczyłam to.
Nie mogłam uwierzyć, że Jade trafiła w mój gust! Myślałam, że kupiła coś raczej w swoim stylu. A ta sukienka była śliczna!
- Będziesz ślicznie wyglądała - uśmiechnął się Leon. Ja wyszłam z pokoju, akurat szła Jade.
- Dziękuję - powiedziałam.
- Ależ nie ma za co, kochanieńka! świetnie się bawiłam na zakupach. Następnym razem musisz pójść ze mną! - zawołała i zniknęła w swoim pokoju.
Wróciłam do Leona. Resztę przedpołudnia przesiedzieliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Potem przyszedł do nas Fede i zaczęły się suche żarty. Nie mam pojęcia, skąd oni je biorą i chyba nie chcę wiedzieć. 

Ludmiła
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam zrobić Tomasowi niespodziankę. Idąc przez park prowadzący do jego domu zauważyłam, jak rozmawia z Cornelią. Wydało mi się to trochę dziwne, bo nie przypominałam sobie żeby się lubili. Wręcz przeciwnie! Zamiast się domyślać o co chodzi, podeszłam do niego, gdy tylko dziewczyna zniknęła za rogiem.
- O czym z nią rozmawiałeś? - zapytałam po prostu.
- O niczym istotnym. A... Co ty tu robisz? - zapytał ciut niegrzecznie.
- Chciałam się z tobą spotkać. Tomas, powiedz mi o co chodzi? Nigdy nie lubiłeś Corneli.
- Rozmawiałem z nią. Ja się nie pytam o czym ty rozmawiałaś z Maxim czy Fran. 
- Ale to jest CORNELIA. Wczoraj prawie rozwaliła naszą Leonettę.
- Czy ty jesteś zazdrosna? - zapytał. Widziałam w jego oczach, że zrobił to tylko dlatego, żebym przestała się dopytywać. 
- Nie. Uważam, że to dziwne, że nagle się kumplujecie i chcę wiedzieć czy masz coś wspólnego z jej wczorajszą akcją.
- Ludmi, nie przesadzaj. Co ci w ogóle do głowy przyszło?!
Część mnie chciała mu uwierzyć, że nie ma z tym nic wspólnego. Ale w jego oczach zaczynałam widzieć panikę. Że za dużo wiem. 
- Tomas, jeśli mi nie powiesz prawdy, to z nami koniec.
- Nie dramatyzuj - odpowiedział znudzony.
- Aha - westchnęłam i odkręciłam się na pięcie. Czyli miałam rację. Tylko dlaczego? Może podoba mu się Viola??
Poszłam prosto do jej domu. Drzwi otworzył mi Federico.
- Lu, co się stało?
- Jest Viola?
- Nie, wyszła z Leonem dosłownie przed chwilą. Chcesz pogadać?
Usiedliśmy w kuchni. Fede zrobił dwa kubki gorącej czekolady, mimo że na zewnątrz było prawie 40 stopni. Opowiedziałam mu co widziałam i co o tym sądzę. 
- Może on ma rację. Może wszystko wyolbrzymiam, bo widziałam go z Cornelią...
- Jeśli coś wiem na pewno to to, że Ludmiła rzadko się myli - powiedział z delikatnym uśmiechem. - Jesteś najbardziej spostrzegawczą osobą jaką znam. Jeśli coś ci się wydaje, to tak jest. Nie zadręczaj się. Widocznie to nie był chłopak dla ciebie. 
- Dzięki Fede. A co z tobą i Bridgit?
- Dzisiaj wróciła do Stanów.
- Tak szybko? Nawet się nie pożegnała - dodałam ze smutkiem. Ale po Fede jakoś nie było tego tak widać. Może nie pasowali do siebie tak, jak na to wyglądało...
- To było do przewidzenia. Ja tez nie mam szczęścia w miłości - powiedział z gorzkim uśmiechem.
- W takim razie jest nas dwoje - po tych słowach dopiliśmy czekoladę i wyszliśmy. 
Fede odprowadził mnie do Naty, a sam poszedł do Maxiego. Opowiedziałam jej co się stało. Jak zawsze mogłam liczyć na to, że mnie pocieszy i pomoże o tym nie myśleć. Chociaż Federico też sobie nieźle poradził.

___________
Nie do końca to co chciałam, ale jest :)
Następny rozdział już niedługo :*

Wracam :D

Postanowiłam dalej pisać na tym blogu :) Mam nadzieję, że szybko nadrobię ostatnie dwa lata XD
Myślę, że to dobry pomysł. Kolejny rozdział powinien pojawić się już niedługo ;) Zaczynam nad nim pracować i myślę, że dodam jeszcze w tym tygodniu :)
Kocham Was :*

czwartek, 26 września 2013

Zawieszam

Moje Drogie,
Zawieszam tego bloga na czas nieokreślony. Powody?

  1. Brak czasu. Lekcje mnie wykańczają. Gdy już się wszystkiego nauczę, nie mam na nic siły.
  2. Brak pomysłów. Nie wiem, dlaczego, ale coraz gorzej mi się pisze tę historię...
  3. Brak komentarzy. To w sumie najmniej istotny powód z tych trzech. Niemniej trochę mnie boli, że tak mało komentujecie...
No to tyle chciałam napisać...
Zapraszam na blogi:
http://vilu-y-leon-4ever.blogspot.com/
http://elena-damon-stefan-love.blogspot.com/
I... do następnego, choć nie wiem, kiedy to będzie :*

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 25

Leon
Wróciłem się biegiem w tamtą stronę i zobaczyłem trzech gości zbliżających się do Violetty. Zagotowałem się i ruszyłem w ich stronę. Chciałem wyczuć dobry moment, ale gdy jeden z nich złapał ją za ramię, nie wytrzymałem i walnąłem go kijem znalezionym pod ścianą w głowę. Musiał być nieźle pijany, bo padł na ziemię od razu. Machnąłem kijem jeszcze parę razy, a reszta uciekła.
- Violu, nic ci nie jest?
- N-n-nie...
- Na pewno? Violuś, możesz mi powiedzieć.
- Nic-c mi nie-e jest...
- Chodź, pójdziemy do mnie. Jest bliżej.
Chciałem pomóc jej wstać, ale była tak słaba i tak się trzęsła, że nie mogła utrzymać się na nogach. Wziąłem ją na ręce, chciała zaprotestować.
- Leo-on, mogę iść sa-ama.
- Nie ma mowy. A teraz już nic nie mów i oddychaj głęboko.
Dziesięć minut później byliśmy w moim domu. Otworzyłem drzwi, położyłem Violettę na kanapie w salonie i przykryłem ją kocem.
- Co jej się stało? - zapytała przerażona mama. Opowiedziałem pokrótce co się wydarzyło. Mama patrzyła na Violę jak na własną córkę. Usiadła obok niej i pogłaskała ją po policzku. 
- Zrobić ci herbatki, skarbie?
- Nie-e trzebaa.
- Trzeba trzeba, tylko powiedz czy wolisz zwykłą czy zieloną.
- Zwykłą - odpowiedziałem za nią. Wiem, ze przez Jade ma uraz do zielonej herbaty.
Mama poszła do kuchni, a ja zająłem jej miejsce obok Violetty.
- Lepiej się czujesz?
- Tak, dziękuję - powiedziała słabym głosem.
- Violu, dzisiaj zostajesz u nas na noc - powiedziała mama. - I nie mów mi, że nie chcesz robić problemu. To nie problem. Już ci przyszykowałam pokój gościnny i moje ubrania. Mogą być trochę za duże, ale jakoś dasz sobie radę - uśmiechnęła się ciepło.
Dopiliśmy herbatę i zjedliśmy po kawałku ciasta. Pochyliłem się nad Violą, żeby wziąć ją na ręce i zanieść na górę.
- Leon, mogę iść sama.
- Nie, nie możesz - puściłem do niej oczko i poszliśmy do sypialni dla gości. Pokazałem co gdzie jest i zostawiłem ją samą, żeby mogła się ogarnąć.

Violetta
Poszłam wziąć sobie długi ciepły prysznic. Nie trzęsłam się już, ale nadal byłam w lekkim szoku. Gdyby nie Leon, nie wiem, co by ze mną zrobili ci pijacy. Leon... Nie rozumiem go. Najpierw mi mówi, że mnie kocha, potem całuje inną, a teraz mnie ratuje. Muszę z nim porozmawiać. Założyłam miękki szlafrok i wyszłam z łazienki. Na łóżku czekał na mnie nie kto inny, tylko Jorge.
- Hej śliczna. Jak się czujesz?
- Dobrze, a ty?
- Źle... Kiedy Tini do was przyjedzie? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Za miesiąc na całe wakacje - uśmiechnęłam się.
- A dasz mi do niej numer?
Zapisałam cyfry na kartce i zmierzwiłam mu włosy.
- Co ty robisz?! Wiesz ile czasu je układałem!!!
- Ojej, przepraszam - powiedziałam ledwo powstrzymując śmiech. 
On spojrzał na mnie groźnie i wyszedł z pokoju. Minął się z Leonem w drzwiach i powiedział:
- Twoja dziewczyna to zuoo...
- Co mu zrobiłaś? - zaśmiał się i usiadł obok mnie.
- Zepsułam mu fryzurę - zrobił przerażoną minę.
- Jak mogłaś... A tak poważnie, to jak się czujesz?
- Już lepiej. Leon, musimy porozmawiać.
Po jego minie poznałam, że wie o czym chcę porozmawiać.
- Mogę to wyjaśnić... Chociaż w sumie nie do końca.
- No tak... 
- Nie, Violetto. Chodzi o to, że ta dziewczyna to Cornelia. Chodziła tu do Studia, zanim przeprowadziła się do Londynu. Przyjaźniliśmy się, ale nic poza tym. Nie wiem o co jej chodzi. Violetto, ja kocham tylko ciebie. I zawsze tak będzie.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tyle miłości, co jeszcze nigdy.
- Wierzę ci Leon, ale musisz jakoś odzyskać moje zaufanie - powiedziałam.
- Zrobię wszystko dla mojej księżniczki - uśmiechnęłam się do niego. - Idę do siebie. Pewnie jesteś śpiąca. Jak byś czegoś chciała, to mów śmiał - powiedział i pocałował mnie w czoło. Położyłam się do łóżka i zasnęłam od razu.

________
Przepraszam, że taki krótki taki krótki, ale wiem co mogę jeszcze napisać.
Zapraszam na bloga http://elena-damon-stefan-love.blogspot.com/
Prolog już jest :)
I wszystkie pomysły, co to następnego rozdziału są mile widziane :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział 24

Violetta
- Ale jak?
- Dzięki tej piosence. Twój śpiew wrócił mi pamięć.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam go delikatnie, żeby nie pourywać tych wszystkich rurek, ale na tyle mocno, żeby poczuł, że go kocham. Położyłam się do swojego łóżka i po chwili oboje już spaliśmy. Ran obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi.
- Przepraszam, nie chciałem pana obudzić.
- Leon, przecież cię prosiłem, żebyś mówił do mnie po imieniu.
- To pan... Znaczy, odzyskałeś pamięć?
- Tak. Dzięki Violi - poczułam na sobie ich wzrok. 
Rozmawiali o firmie i jakichś umowach z Niemcami. Nagle tata zaczął inny temat.
- Leon, jakie masz plany odnośnie przyszłości?
- Studia muzyczne. Ale poza tym, odziedziczę firmę po rodzicach. Planują mi ją przekazać w moje 21 urodziny.
- A teraz masz...?
- Za trzy dni skończę 19.
- Hm... Wiesz, ciesze się, że Viola ma cię przy sobie. Potrzebuje kogoś takiego jak ty. Szczególnie teraz. 
Leon nic nie odpowiedział. Tata znów zmienił temat. Po chwili "obudziłam się" i przebrałam.

Dwa tygodnie później
Leon
Codziennie po szkole odwiedzaliśmy Germana w szpitalu. Jutro go wypisują. Będzie miał zajęcia rehabilitacyjne, ale szanse, że będzie mógł normalnie chodzić nie są zbyt duże. On już się z tym pogodził. Podobnie jak Violetta. Właśnie wracam z nią, Larą, Fran i Cami z zakupów. Były po suknie na bal, który jest jutro. Naty, Bridgit i Ludmi kupiły sobie sukienki wcześniej, a one oczywiście zostawiły to na ostatnią godzinę. I jeszcze teraz muszę wysłuchiwać problemów typu: "A jak ja się uczeszę?" "Jakie buty mam założyć?" Nic tylko skakać z mostu. Odwiozłem je do domów i pojechałem do siebie. Jak tylko rzuciłem się na sofę w salonie, weszła mama.
- Leon, musisz wypastować sobie buty.
- Zaraz.
- Nie zaraz, tylko już. Jak nie zrobisz tego teraz, to potem w ogóle nie będzie ci się chciało. Jak ty będziesz wyglądał przy Violi? Ubrania mogę ci wyprasować, ale butami sam się musisz zająć. 
- No już już...
Dlaczego one wszystkie takie są? Ciekawe jaka będzie Violetta za pięć albo dziesięć lat... Na pewno tak samo piękna i mądra. 
- LEON!!! Co ty do cholery wyprawiasz?!
- Możesz mi się nie drzeć do ucha?
- Spójrz tylko!
- Mamo, o co ci... Matko! Zniszczyłem sobie buty!
Gdyby nie mama nie zorientowałbym się, że wtarłem za dużo pasty. No świetnie...
- Co to za krzyki? - ojciec wyszedł z gabinetu.
- Zobacz co zrobił!
- O! No nie fajnie... Założysz jutro moje buty, a ja się tym zajmę. 
- Dzięki tato. Nie ma sprawy. Tylko moich nie zniszcz, bo nie ma więcej par - zaśmiał się.
Mimo, że często nie ma go w domu, wiem, że mogę liczyć na jego pomoc. 

Następnego dnia, godz. 15.
Violetta
Wszystkie siedzimy u mnie w pokoju i szykujemy się na bal. Angie specjalnie przyszła, żeby nam pomóc. Ona układa nam włosy, a Lara robi makijaż. Do balu została jeszcze godzina. Zaczęłyśmy się przebierać. Ludmi wybrała różową sukienkę, Naty czerwoną, Fran niebieską, Cami zieloną, Lara czarną, Bridgit beżową, a ja fioletową. Zakładałam buty, gdy usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Angie pobiegła otworzyć. Sama była ubrana w zwykłą małą czarną i klasyczne szpilki. Lara zrobiła mi zdjęcie, żebym mogła je wysłać tacie. Ciocia zawołał nas na dół. Schodziłyśmy jedna za drugą, a naszym chłopakom po kolei opadały szczęki. Leon, z wciąż otwartą buzią, założył mi bukiecik na nadgarstek. Uśmiechnęłam się.
- Leoś, zamknij buzię.
- Ehgdu...
- Co? - zaśmiałam się.
- Znaczy-y... śliczenie wyglądasz.
- A nie ślicznie przypadkiem? - coś takiego, mój Leoś nie może się wysłowić. Tego jeszcze nie było. Angie zrobiła nam wszystkim zdjęcie i wysłała tacie. Poszliśmy do samochodów i pojechaliśmy do Studia. Drzwi wejściowe były otoczone lampkami choinkowymi, a korytarze całe były w niebieskich, beżowych i czarnych balonach. Sale też były przystrojone balonami i lampkami. Muzyka już płynęła z głośników. Byli prawie wszyscy. Brakowało tylko kilku osób. Zaciągnęłam Leona na parkiet i zaczęliśmy tańczyć. Przez następną godzinę nie odpoczywaliśmy prawie wcale. Wszyscy się świetnie bawili. Gdy w końcu puścili wolny kawałek, przytuliłam się do Leona i położyłam mu głowę na ramieniu. On bardziej mnie objął i oparł się o moją głowę. Musieliśmy wyglądać dziwnie, ale liczyło się dla mnie tylko to, że on jest obok mnie i nie puści mnie. Kiedy piosenka się skończyła, popatrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się. Trwałoby to dłużej, gdyby nie Gregorio.
- Pójdę do łazienki. Zaraz wrócę - powiedziałam.
- Okey. Ja pójdę po poncz.

Fran
Ale się świetnie bawię! Marco jest wspaniałym tancerzem. Po prawie godzinie tańca poszliśmy napić się ponczu. Zobaczyliśmy Leona. Chcieliśmy do niego iść, ale dziewczyna rzuciła mu się na szyję i go pocałowała. Ach ta miłość... Chwila, chwila... Viola ma fioletową, a nie żółtą sukienkę. O nie! To nie możliwe! A jednak. Violetta wróciła z łazienki uśmiechnięta, ale gdy zobaczyła to, co ja przed chwilą uśmiech zszedł z jej twarzy i pojawiło się cierpienie.
- Marco, poczekaj tu na mnie. Zaraz wrócę.
- Tylko szybko - uśmiechnął się uroczo.
Przeszłam przez środek parkietu nie zwracając uwagi na tańczące pary.
- Leon, możemy porozmawiać?
- A ty to...? - zapytała lekceważąco dziewczyna.
- Nie twój interes - powiedziałam i wzięłam Leona za rękę. Pociągnęłam go kilka metrów od tej wiedźmy. 
- Powiesz mi, co ty robisz?
 - To ona mnie pocałowała!
- Znasz ją?
- Nie poznałaś jej? To Cornelia.
- CO?!
- To, co słyszysz. Nie wiem, dlaczego wróciła, ale nie mam zamiaru z nią rozmawiać, ani nawet przebywać.
- Powiedz to Violettcie...
- Ona jest w łazience... Nie jest? - widziałam, że jest coraz bardziej przerażony. - O nie... Ona to widziała?!
- Tak...
- Gdzie jest?
- Nie mam pojęcia.

Violetta
Jak on  mi mógł to zrobić?! Myślałam, ze mnie kocha, a przy pierwszej lepszej okazji całuje się z jakąś dziewczyną... Jak ja mogłam być taka głupia?! Poszłam w stronę domu. Nie miałam ochoty wracać do bawiących się ludzi. Straciłam ochotę na taniec i śmiech. Przechodziłam obok baru, z którego wyszli jacyś faceci. Dlaczego nie wzięłam taxsówki?!

Leon
Dlaczego jestem takim palantem?! Było już tak dobrze i znów wszystko schrzaniłem. Musze ją znaleźć. Jest już późno. Nie może sama chodzić po mieście. Gdzie mogła pójść? Pewnie do domu. Ruszyłem w stronę ulicy, na której mieszka. Przechodziłem obok ulicy przy barze i zobaczyłem grupę facetów w bocznej alejce. Byłem już na rogu, gdy usłyszałem krzyk. Jej krzyk...

*******
Może być? :)
Mam nadzieję, ze się podoba :)
Komentujcie ;*

wtorek, 17 września 2013

Miesięcznica

Dzisiaj blog Si Es Por Amor ma swoją miesięcznicę :D
Nie do wiary, jak to szybko zleciało... Jeszcze niedawno pisałam pierwszy rozdział... W ramach tego dnia, zamieszczę kilka statystyk :)

Ilość obserwatorów: 4361
Ilość komentarzy: 79
Nominacje do LBA: 2
Obserwatorzy: 26



Dziękuję <3
Thank you <3
Danke <3
Cnaciba <3
Хвала <3
Спасибо <3
Спасибі <3
Kiitos <3
Go raibh maith agat <3
Dank u <3

Muchas Gracias :*
Dzięki Wam mam chęć pisać. Wasze komentarze wiele dla mnie znaczą. Dziękuję jeszcze raz :*

Rozdział powinien pojawić się w piątek :)

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 23

Violetta
To musi być coś poważnego. Poznaję to po jego minie.
- O co chodzi? - bałam się odpowiedzi, ale musiałam wiedzieć.
- Twój tata miał wypadek. Wracał z lotniska i jakiś samochód w niego uderzył. Jest w ciężkim stanie.
- Jedziemy do szpitala.
Pobiegliśmy na przystanek i wsiedliśmy do pierwszego autobusu, który jechał w tamtą stronę. Cały czas płakałam. Dlaczego to musiało się przytrafić mojemu tacie?! Przez całą droge Leon mnie przytulał i pocieszał. Pół godziny później byliśmy na miejscu. 
- Gdzie leży German Castillo?
- A pani jest...?
- Jego córką.
- Jest jeszcze na sali operacyjnej. Proszę iść na trzecie piętro, sala numer 87.
- Dziękujemy. 
Poszliśmy pod wskazany pokój i usiedliśmy na krzesłach. Oparłam się o ramię Leona i płakałam. Nie mogłam się uspokoić. Nagle Leon drgnął.
- No kurczę! Zapomniałem o Jorge! - spojrzałam na niego ze zdziwieniem. - Miałem być w domu o 14, bo rodzice wyjeżdżają i muszę się nim zająć.
Popatrzyłam na zegar na ścianie. 13.36.
- Jedź do niego. Ja posiedzę z Fede i Bridgit.
- Nie ma mowy. Zostaję z tobą.
- Ale Leon, to twój brat!
- Ja mogę pojechać - powiedział Fede.
- A ja pojadę z tobą. Umiem się zajmować dziećmi. W Stanach dorabiałam sobie jako niania.
- Zrobilibyście to dla mnie? - zapytał Leon.
- Jasne - uśmiechnęli się oboje.
- Dzięki.
Przez następną godzinę kręciłam się w tę i z powrotem po korytarzu. Dlaczego tak długo nic nie wiem?! Nagle z windy wyszedł lekarz, a za nim pielęgniarki pchały łóżko z moim tatą. Był blady, a głowę miał owiniętą bandażem, który już przesiąkł. Do moich oczu napłynęły nowe łzy. Wprowadzili łóżko do sali. Po chwili wyszedł z niej lekarz.
- Przepraszam, co z moim tatą?
- Jest w bardzo ciężkim stanie. Ma uszkodzoną kość czołową w czaszce, złamane trzy żebra, lewą nogę i uszkodzony kręgosłup. Przykro mi to mówić, ale prawdopodobnie nie będzie mógł samodzielnie chodzić. Jest jeszcze pod działaniem narkozy. Obudzi się za pół godziny, może szybciej.
- Można do niego wejść? - zapytał Leon, który stal koło mnie i mnie podtrzymywał.
- Oczywiście, ale proszę mnie zawołać, gdy tylko się obudzi. Będę musiał wykonać pewne badania.
Nie docierało do mnie więcej słów. Mój tata nie będzie mógł chodzić... Nie zauważyłam, kiedy Leon wprowadził mnie do sali. Usiadłam na krześle obok łóżka, a Leon obok mnie. Czułam się strasznie słaba. Siedziałam tak przez pół godziny. Leon poszedł po kawę. Oboje tego potrzebowaliśmy. Gdy wyszedł, tata się obudził.
- Gdzie ja jestem?
- Obudziłeś się! Poczekaj, pójdę po lekarza - wyszłam i za moment wróciłam. Usiadłam w kącie sali, żeby nie przeszkadzać.

German
Co się stało? Gdzie jestem? I co to za dziewczyna?
- Dzień dobry panie Castillo. Jak się pan czuje?
- Nie najlepiej. Boli mnie głowa, klatka piersiowa i nie czuję nóg. Co się stało?
- Miał pan wypadek samochodowy. Proszę patrzeć na mój palec... Wstrząsu mózgu nie ma. Niech mi pan powie, co pan pamięta?
Pomyślałem chwilę... Wiem, ze nazywam się Castillo, bo tak nazwał mnie lekarz, ale nic poza tym...
- Nic.
- Nawet własnego imienia?
- Tak - dziewczyna w kocie się rozpłakała. Do sali wszedł jakiś chłopak. 
- Można?
- Tak proszę - powiedział lekarz.
- Co się stało? - zapytał i podszedł do dziewczyny. Muszą być parą albo bardzo dobrymi przyjaciółmi.
- Obawiam się, że pan Castillo ma amnezję. I to całkowitą. 
- Można to jakoś cofnąć?
- Można zabrać go w pewne charakterystyczne, ważne dla niego miejsca, pokazać stare zdjęcia i oczywiście opowiedzieć wszystko od początku do końca. Zostawię was teraz samych. Gdyby coś się działo, proszę mnie wołać.
Dziewczyna i jej chłopak usiedli obok mojego łóżka.
- Kim jesteście? Kim ja jestem?

Violetta
- Jesteś German Castillo, masz 40 lat i jesteś inżynierem. A ja jestem Violetta, twoja dziewiętnastoletnia córka. To Leon Verdas, mój chłopak. Oboje uczymy się w szkole muzycznej Studio 21. Mieszkamy w Buenos Aires od kilku tygodni. Wcześniej mieszkaliśmy we Włoszech - opowiedziałam mu wszystko po kolei, starając się nie pominąć ani jednego szczegółu. Widziałam, że uważnie mnie słucha.
- Czuję się okropnie. Nie do wiary, że ni pamiętam własnej córki! - powiedział, gdy skończyłam.
- To nie twoja wina.
Rozmawialiśmy jeszcze dwie godziny. Leon opowiedział trochę o sobie i swoich rodzicach. Gdy skończyły się godziny odwiedzin, zapytałam lekarza czy mogę zostać na noc. Trochę to trwało, ale ostatecznie się zgodził. Leon obiecał, że przyjedzie z samego rana. Przywiózł mi jeszcze kosmetyczkę, piżamę i strój na zmianę. Rozmawiałam jeszcze chwilę z tatą i postanowiliśmy iść spać. Poszłam do łazienki ogarnąć się trochę i wróciłam. Ścieląc sobie łóżko, zaczęłam cicho nucić En mi mundo. 

German
Już prawie spałem, gdy rozbudził mnie głos Violetty. Śpiewa zupełnie jak jej matka. Chwila, skąd mogę to wiedzieć? Nagle sobie uświadomiłem, ze wszystko pamiętam. Z opowieści Violetty wiedziałem, co wydarzyło się po jej 7 urodzinach, ale teraz pamiętam wszystko! Moje 15 urodziny, jak poznałem Marię, nasz ślub, narodziny Violi. WSZYSTKO!!! 
- Violu, śpisz?
- Nie. Obudziłam cię?
- Violetto, dzięki tobie odzyskałem pamięć.




********
I jak? Może być? :)
Mi się nawet podoba
Następny prawdopodobnie dopiero w piątek ;(

piątek, 13 września 2013

Rozdział 22

Violetta
- Nie! Weź niebieską!
- Diego, kretynie niebieski nie pasuje do czerwonego - odezwał się Leon. - Ugh! Moja głowa...
- No dawaj! Zaraz się obudzi!
- Andres, nie drzyj się tak... - powiedział Fede. - Głowa mi pęka.
- Było tyle nie pić - zaśmiał się Maxi. On wypił najmniej.
Zrobiło się jakoś cicho, a potem usłyszałam ich chichot. Postanowiłam "obudzić się" i zobaczyć z czego się śmieją. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Leona, Diego, Maxiego, Fede i Marco pochylających się nad Broduey'em. 
- Co mu robicieeeee...?!
Gdy chciałam do nich podejść, potknęłam się o Fran i upadłam na nią i Ludmi.
- Jeszcze pięć minutek... - wymamrotała Lu. 
- Viola! - krzyknęli wszyscy jednocześnie i złapali się za głowy.
- No cooo?
- Chcieliśmy mu zrobić żaaaaaart - wyjaśnił ziewając Marco.
- Co? Mi? - zapytał Broduey i popatrzył na każdego z nas. A my po kolei wybuchaliśmy śmiechem.
- Och! Nie da się przy was pospać - warknęła Lara. - Co wam do łbów strze... Broduey, co ty masz na twarzy? - zaśmiała się. 
- To motyl - wyjaśnił Maxi.
- Mi to wygląda na kosmitę - powiedziała Brigdit.
- Kosmici? Gdzie?! - zaczął się wydzierać Andres. No tak, on się boi kosmitów. Biegał po całym domu i się darł. Czułam jak pulsuje mi głowa. Czy on nie może się zamknąć?
- Andres!!!! - wrzasnął Leon i sam złapał się za głowę z bólem na twarzy. - Tu nie ma żadnych kosmitów.
- Każdy ufoludek by tak powiedział!
- Andres, patrz mi na usta - powiedziała Cami. - My. Nie. Jesteśmy. Kosmitami.
- Ookey. Powiedzmy, że wam wierzę...
- Tak na przyszłość - szepnęłam do naszej nowej przyjaciółki. - Przy Andresie nie wymawiaj słowa na "k", wiesz już dlaczego.
Zjedliśmy śniadanie i ja, Leon, Bridgit i Fede poszliśmy do mojego domu. Przebrałyśmy się i poszłyśmy z chłopakami do parku. Gdy byliśmy na miejscu ( a Leon wybrał park najbardziej oddalony od domu, jak to możliwe), Fede przypomniał sobie, że nie ma telefonu i pobiegł do domu. Leon znów bawił się w fotografa. I tym razem prawie wcale się nie potykał.





- Teraz ja robię zdjęcia! - krzyknęłam mu do ucha.
- Dobrze skarbie, tylko nie krzycz tak...



 - Leon, powiedz "Trele morele" od tyłu - zaśmiała się Bridgit.
- Ele... mor? Ele... Ja to powiem! Elemore...
Podczas, gdy Leon się męczył, ja wciąż robiłam zdjęcia.




 - E l e r o m e l e r t!!! Ha! Udało mi się!!

Zaczął wykonywać dziwny taniec i śpiewać:
- Oh, kto jest mistrzem? Leon jest mistrzem!
Ja i Brigdit leżałyśmy ze śmiechu na trawie. Po chwili przyszedł do nas Fede i miał smutną minę.
- Violu, mam złe wieści...

********
Przepraszam, że taki krótki, ale jakoś nie wiem co wymyślić XD
Następny prawdopodobnie jutro i obiecuję, że będzie dłuższy :)

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 21

Violetta
Przebrałam się i zeszłam na dół. Przy drzwiach stał Fede w marynarce, T-shircie i rurkach, a Leon w koszuli w kratkę i jeansach. Obaj wyglądali świetnie.
- Idziemy?
- Oczywiście, księżniczko - uśmiechnął się łobuzersko Leon. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Ludmi. Wszyscy już byli. Nawet Bridgit. 
- Hej wszystkim - uśmiechnęłam się. - Mamy napoje.
- Wchodźcie. Czekaliśmy już tylko na was - odezwała się Ludmi. 
Maxi już stał przy komputerze i wybierał muzykę. Diego rozmawiał z Broduey'em i Tomasem, a dziewczyny trajkotały o balu. Naty miała genialny pomysł.
- Violu, jedziesz z nami jutro na zakupy? - zapytała Cami. - Chcemy kupić coś na ten bal.
- Jasne. Jedziemy wszystkie?
- Tak - odpowiedziały chórem. 
- ZACZYNAMY - krzyknął Maxi i puścił jakiś kawałek. Wszyscy zaczęliśmy tańczyć i bawić się. Po godzinie każdy był co najmniej po dwóch piwach. Nie chciałam pić więcej, bo wiedziałam, jak to się skończy. Dziewczyny doszły do tego samego wniosku. Chłopacy tylko się z nas śmiali. Oni pili ile wlezie. Leon latał jak głupi z aparatem i robił wszystkim zdjęcia, a po drodze potykał się o meble, ludzi i własne nogi...


- Uśmiechnij się księżniczko.
- Dla ciebie zawsze - gdy zrobił mi zdjęcie, pocałowałam go delikatnie i poczułam jak się uśmiecha.

 Po dwóch godzinach postanowiliśmy coś zjeść. Diego zaczął pochłaniać pączki.
- Tylko serwetki nie zjedz - zaśmiał się Marco, ale było za późno. Leon zdążył zrobić zdjęcie i śmialiśmy się z niego dobre pół godziny.

 Ja i Maxi zaczęliśmy jeść sushi. Nikt oprócz nas go nie lubi.
 - Maxi, Maxi, MAXI - zaczęłam się drzeć. - Dziękuję za sushi!!! - pocałowałam go w policzek, a Leoś cyknął fotkę.
- No już. Robię się zazdrosny.
 





 - A co powiecie na karaoke? - zapytała Lara.
- Taak!!!
Maxi włączył jakąś melodię. Cami i Broduey zaczęli śpiewać. O dziwo szło im nawet nieźle. Może to dlatego, że mało pili... Potem na kanapę wskoczył i zaczął się wydzierać.
- Oł jejeje!!! Jestem najprzystojniejszy!!! Oł jejejeje!!! Mam cudowną dziewczynę!!! Oł jejejeje!!! Nie wiem co dalej śpiewaaaaaa!!!! - Przy ostatnim słowie, spadł na podłogę.
- Leoś nic ci nie jest?! Leon!!!
- Jak dasz mi buziaka, to przejdzie - powiedział z zamkniętymi oczami. Uśmiechnęłam się.
- Okey.
Od razu się podniósł i wpił w moje usta. 
- Uuuuu!!!!
Całowaliśmy się jakieś 15 minut, a przyjaciele zrobili nam mnóstwo zdjęć.
- Wiem! - krzyknęła Fran. - Zrobimy zawody. Przegrani stawiają parze, która najdłużej się całowała po koktailu!
- To kto z kim? - zapytała Cami. - Nie wszyscy mają parę...
Po wielu kłótniach ustaliliśmy, że ja całuję się z Leonem, Cami z Broduey'em, Naty z Maxim, Lara z Diego, Fran z Marco, Ludmi z Tomasem, a Bridgit z Fede. Andres miał mierzyć czas. 
- Uwaga... START!
Dwadzieścia minut później Leon nosił mnie na rękach.
- Wygraliśmy! Wygraliśmy!
Zaraz po nas byli Fran i Marco, a potem Bridgit i Federico. Oni chyba mają się ku sobie... Fajnie! O 5 nad ranem skończyło się piwo i postanowiliśmy włączyć jakiś film. Nikt nie dotrwał nawet do połowy. Obudziły mnie jakieś szmery...


********
Trochę imprezowo ;p
Podoba się? Mam nadzieję, że tak.
Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział...

sobota, 7 września 2013

Rozdział 20

Poniedziałek
Violetta
Wczoraj cały dzień siedziałam w domu. Tata stwierdził, że skoro niedługo mamy być "rodziną" musimy spędzać ze sobą więcej czasu. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie Jade. Cały czas marudziła: "Wolałabym iść do spa" "Nie umiem w to grać" "Obejrzyjmy coś innego" "Och nie! Złamałam paznokieć!". Wieczorem ja i Fede byliśmy na skraju wyczerpania nerwowego. Tata zresztą też, bo po drugim filmie ja i Federico na zmianę zaczęliśmy się pytać kiedy możemy iść do siebie. Ostatecznie o 21 mogłam iść do swojego pokoju, żeby się zregenerować. Byłam tak zmęczona, że zaspałam do szkoły. Zbiegłam na dół na śniadanie w piżamie. Tata i Fede już siedzieli przy stole. Moje krzesło też było zajęte.
- Leon! Co ty tu robisz? - podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek. Tata udał, ze tego nie widzi. 
- Przyszedłem po ciebie i zostałem zaproszony na śniadanie - uśmiechnął się do ojca. Ja chwyciłam tosta i poszłam się ogarnąć. Piętnaście minut później szliśmy do szkoły. 
- Gdzie są wszyscy? - zdziwił się Fede. Poszliśmy do sali ze sceną. Okazało się, że zaczyna się zebranie. Zdążyliśmy na sam początek.
- Dzień dobry kochani. Jest to zebranie dla ostatnich klas naszego Studio - zaczął Pablo. - Wasza koleżanka Naty, wpadła na pomysł, aby oprócz przedstawienia zorganizować w naszej szkole bal. Co o tym sądzicie?
Wszyscy chórem się zgodziliśmy. To świetny pomysł!
- Cieszę się, że wam się podoba - uśmiechnął się Pablo. - Myślę, że już powoli można zacząć zajmować się pewnymi sprawami, ponieważ zakończenie roku jest za dwa miesiące, a ostatni miesiąc to próby do przedstawienia. I jeszcze druga sprawa. Mamy nową uczennicę, która doszła do nas w ramach wymiany uczniowskiej. Powitajcie Bridgit Mendler. Prosto ze Stanów.
Do sali weszła wysoka blondynka. Wyglądała na miłą.

- To tyle. Do zobaczenia na zajęciach - powiedział Pablo, a ja od razu podeszłam do nowej dziewczyny.
- Cześć, jestem Violetta. Miło cię poznać.
- Jestem Bridgit. Nawzajem - uśmiechnęła się.
- Może ci wszystkich przedstawię. To jest Fran, Cami, Naty, Lara, Ludmi, Diego, Andres, Marco, Fede, Tomas, Broduey, Maxi i Leon.
- Hej wszystkim.
- Cześć - powiedzieli chórem. - Zaśpiewamy razem?
- Jasne!
Postanowiliśmy zaśpiewać Ser Mejor. Angie robiła nam zdjęcia.





 Potem oprowadziłam ją po szkole i tym razem to Leon bawił się w fotografa.
 Przed szkołą dołączyliśmy do reszty przyjaciół.

Ludmiła
Bridgit jest nawet fajna. I świetnie śpiewa. 
- Co powiecie na imprezę? - zapytałam. - Moi rodzice wyjechali i mam wolny dom. Bridgit, oczywiście też jesteś zaproszona - uśmiechnęłam się. Wszyscy się zgodzili. Ustaliliśmy kto co przynosi i poszliśmy na zajęcia z tańca. Reszta dnia minęła szybko. Rozeszliśmy się do swoich domów, żeby przygotować się na imprezę.


*******
I jest :D
Przepraszam, że nie dodałam wczoraj, ale nie mogłam myśleć.
Ta szkoła mnie wykańcza ;p
Podoba się? :)
Następny jutro albo wieczorem :)